poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zabili go i uciekł (Monika)

Wipsza Wiprzymord, powieść współczesna o Zabiligo i Uciekł.


Wipsza Wiprzymord zblazowany wyszedł z sali kinowej, tłoczony na ulicę falą entuzjastycznie napierającego tłumu. Zdziwiła go zauważona w międzyczasie zaskakująca zrozumiałość właśnie co obejrzanego filmu. Znużony tym powszechnym zjednoczeniem, ale wciąż w kleszczach walącej ulicami gawiedzi trafił do znanej ze złej renomy kafejki na rogu o złowieszczej nazwie U Pilipa, ulubionego miejsca nocnych spotkań w stolicy, gdzie od razu zajął narożny stolik. Stolik przeznaczony dla prawdziwych inteligentów. Klasnął na kelnera i zaraz, nie zrażony wzmagającym się tłumem, zamówił szklaneczkę whisky. Ignac z lekko obrażoną miną, wyrażającą dezaprobatę wobec tak prostackich praktyk, przyleciał usłużnie i z lekkim przykucnięciem zsunął z zapaćkanej tacy kieliszek z upragnionym napojem. Wipsza starał się na niego nie patrzeć. Ten tymczasem przystanął przy stoliku i nonszalanckim gestem wprosił, niby to polecając, jako swoich dobrych znajomych, dwóch podejrzanych typów: Zabiligona i Uciekła. Zabiligo, otyły, w za małej wytytłanej i zapoconej na kołnierzyku marynarce, przypominał podstarzałego alfonsa, Uciekł natomiast- typ tyczkowatego dryblasa- straszył błąkającym się po zmiętoszonej twarzy o nieokreślonym wyrazie obleśnym, wiele mówiącym uśmieszkiem zboczeńca. Obaj od razu przylepili się do Wipsza napraszając się i narzucając z całą mocą. Ten zaskoczony tak nagłym zagajeniem, a jednocześnie nadal zajęty swoimi dociekaniami dotyczącymi powszechności odczuwania, zrazu nie zareagował dostatecznie ostro, co tylko zachęciło dwóch oślizgłych typów do coraz to silniejszych nalegań i napastowań. Wipsza nie bardzo rozumiał o co im chodziło. Pociągnął porządny łyk whisky licząc na otrzeźwiającą siłę alkoholu. Dopiero po jakiejś chwili sytuacja zaczęła mu się rozjaśniać. Otóż Zabiligo starał się namówić go do uprawiania nierządu pod jego opieką, jako że Wipsza wydał mu się osobą tak pociągającą, że aż zachęcił do odłożenia jeszcze na jakiś czas zasłużonej emerytury. Uciekł natomiast już z ręką na jego kolanie namawiał go na ten sam nierząd, ale z nim, prywatnie i to bez żadnych dodatkowych profitów. Jednocześnie obaj panowie zdawali się nie zauważać jawnej sprzeczności swoich postulatów a nawet zachęcali Wipszę do przystania na propozycję drugiego. Wymieniali przy tym porozumiewawcze spojrzenia i czułe kuksańce. Przerażony groteskowością i obrzydlistwem usłyszanych propozycji, Wipsza zerwał się z krzesła, ale Zabili go i Uciekł złapali go za nogawki od spodni, gdy już zdawał się znajdować poza ich zasięgiem. Zrobili to tak brawurowo, że otrzymali burzę oklasków od rozentuzjazmowanego tłumu, wspólnie i zgodnie zgromadzonego U Pilipa. Zaraz też zaciągnęli trzepiącego się bezskutecznie Wipszę do niewielkiego pokoiku na pięterku, gdzie miejmy nadzieję, że albo zabili go, albo uciekł. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz