Zabili go i uciekł (Monika)
Wipsza Wiprzymord, powieść współczesna o Zabiligo i Uciekł.
Wipsza Wiprzymord zblazowany wyszedł z sali
kinowej, tłoczony na ulicę falą entuzjastycznie napierającego tłumu. Zdziwiła
go zauważona w międzyczasie zaskakująca zrozumiałość właśnie co obejrzanego
filmu. Znużony tym powszechnym zjednoczeniem, ale wciąż w kleszczach walącej
ulicami gawiedzi trafił do znanej ze złej renomy kafejki na rogu o złowieszczej
nazwie U Pilipa, ulubionego miejsca nocnych spotkań w stolicy, gdzie od razu
zajął narożny stolik. Stolik przeznaczony dla prawdziwych inteligentów. Klasnął
na kelnera i zaraz, nie zrażony wzmagającym się tłumem, zamówił szklaneczkę
whisky. Ignac z lekko obrażoną miną, wyrażającą dezaprobatę wobec tak
prostackich praktyk, przyleciał usłużnie i z lekkim przykucnięciem zsunął z
zapaćkanej tacy kieliszek z upragnionym napojem. Wipsza starał się na niego nie
patrzeć. Ten tymczasem przystanął przy stoliku i nonszalanckim gestem wprosił,
niby to polecając, jako swoich dobrych znajomych, dwóch podejrzanych typów:
Zabiligona i Uciekła. Zabiligo, otyły, w za małej wytytłanej i zapoconej na
kołnierzyku marynarce, przypominał podstarzałego alfonsa, Uciekł natomiast- typ
tyczkowatego dryblasa- straszył błąkającym się po zmiętoszonej twarzy o
nieokreślonym wyrazie obleśnym, wiele mówiącym uśmieszkiem zboczeńca. Obaj od
razu przylepili się do Wipsza napraszając się i narzucając z całą mocą. Ten zaskoczony
tak nagłym zagajeniem, a jednocześnie nadal zajęty swoimi dociekaniami dotyczącymi
powszechności odczuwania, zrazu nie zareagował dostatecznie ostro, co tylko
zachęciło dwóch oślizgłych typów do coraz to silniejszych nalegań i napastowań.
Wipsza nie bardzo rozumiał o co im chodziło. Pociągnął porządny łyk whisky
licząc na otrzeźwiającą siłę alkoholu. Dopiero po jakiejś chwili sytuacja
zaczęła mu się rozjaśniać. Otóż Zabiligo starał się namówić go do uprawiania
nierządu pod jego opieką, jako że Wipsza wydał mu się osobą tak pociągającą, że
aż zachęcił do odłożenia jeszcze na jakiś czas zasłużonej emerytury. Uciekł
natomiast już z ręką na jego kolanie namawiał go na ten sam nierząd, ale z nim,
prywatnie i to bez żadnych dodatkowych profitów. Jednocześnie obaj panowie
zdawali się nie zauważać jawnej sprzeczności swoich postulatów a nawet zachęcali
Wipszę do przystania na propozycję drugiego. Wymieniali przy tym porozumiewawcze
spojrzenia i czułe kuksańce. Przerażony groteskowością i obrzydlistwem usłyszanych
propozycji, Wipsza zerwał się z krzesła, ale Zabili go i Uciekł złapali go za nogawki
od spodni, gdy już zdawał się znajdować poza ich zasięgiem. Zrobili to tak brawurowo,
że otrzymali burzę oklasków od rozentuzjazmowanego tłumu, wspólnie i zgodnie
zgromadzonego U Pilipa. Zaraz też zaciągnęli trzepiącego się bezskutecznie
Wipszę do niewielkiego pokoiku na pięterku, gdzie miejmy nadzieję, że albo
zabili go, albo uciekł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz