poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ślimaki (Jan)

Smutna prawda o ślimaku



- No i wymyśliłeś jakiś tytuł?
- Nie, zupełnie nic. Wydaje mi się, jakbym miał pustkę w głowie. Myślisz, że to jakiś kryzys, który prędzej czy później przejdzie?
- Nie wiem, mogę mieć tylko taką nadzieję...

Ślimakowałem sobie właśnie zboczem, jak to ostatnio mam w swoim zwyczaju, kiedy to zobaczyłem tych dwóch facetów. Swoją drogą mógłby ktoś, wreszcie wymyślić zbocza, z których się tylko schodzi. Wszystkim od razu żyłoby się lepiej. Każde dziecko wie, że w dół jest zawsze łatwiej.
Wracając do tych facetów... Kiedy ich zauważyłem, strugali coś w drewnie. Wyglądało to jednak, trochę tak, jakby robili to bezmyślnie, jakby myśleli, o czymś zupełnie innym. A jako, że byli ode mnie w odległości kilkunastu metrów, pomyślałem, że jeśli mają ze sobą jakieś jedzenie, na przykład jakiś ser czy inne pierogi, to może zdążę do nich dotrzeć. Założyłem sobie, że podróż zajmie mi jakiś tydzień. Może byli zapobiegawczy i wzięli ze sobą namiot.
Można by się zapytać, po co, mi byli ci ludzie. W skrócie można powiedzieć, że oczekiwałem od nich odpowiedzi. A miałem masę pytań tłoczących się pod rogami. Przede wszystkim jak wybrnąć z tego wszystkiego. A poza tym to może chociaż oni będą wiedzieli jak mam zrobić jakiś dobry uczynek.
Kiedy prosiłem, że teraz, to ja chciałbym trochę wolniejsze życie, nie myślałem, że mnie władują w ślimaka. Dobra, przyznaję miałem za mało punktów na słonia, czy chociaż hipopotama, ale ślimak? Żeby chociaż jakiś żółw, ale nie. Czasami wydaje mi się, że oni tam są po to, że robić wszystkim na złość... Eeee, nie, nie, cofam to, co powiedziałem. Ja wcale tak, nie myślałem. Wiem, że wasze wybory są zawsze słuszne. Tak, tak wiem, że gdybym wcześniej miał więcej dobrych uczynków, wszystko wyglądałoby inaczej. Tak, wiem punkty, ale gdzie się podziało miłosierdzie? Też można wykupić za punkty? A tak w ogóle to jak sobie wyobrażacie dobre uczynki w wydaniu ślimaka? Tak to też cofam... Przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć, naprawdę.
Koniec, nie będę już o tym myślał, bo jeszcze okaże się, że wyląduję następnym razem jako, jakaś muszka menda.
                O, minął jeden dzień a oni tam dalej siedzą. Jest więc szansa. Ostatnio jak chciałem dopaść jakichś ludzi, zabrakło mi ledwie dwóch metrów. Byłem już prawie przy nich. Niestety, okazuje się, że faktycznie, prawie robi różnicę.
                A w ogóle takie ślimacze życie to jednak nie bajka. Chciałem, żeby żyć trochę wolniej, ale żeby od razu tak dosłownie to traktować? Nie można, jednak powiedzieć, że nie ma żadnych plusów, chociażby własny dom na grzbiecie. Nie mam przynajmniej problemu, żeby do niego wrócić, jak się gdzieś zasiedzę. Szkoda tylko, że ciągle muszę myśleć o tym, żeby pochłaniać na potęgę wapń. A znajdź wapń na łące...
                Ale tak naprawdę to minusów jest o wiele więcej. Zaczynając od jednej nogi, oczu na szypułkach, śluzu, który jest wszędzie, a kończąc na seksie. Kto w ogóle wymyślił, żeby chodzić na jeden nodze? Przecież to jest nienaturalne. Powinno się chodzić na parzystej liczbie nóg. Widział ktoś zwierzę na trzech czy pięciu nogach? No właśnie, więc dlaczego jedna?
                Kolejny dzień za mną. Miałem żyć wolniej a wydaje mi się jakby dni mijały mi jak minuty. Ciekawe, czy oni ciągle tam siedzą. Kurde, trawa mi zasłania. No nic, trzeba mieć nadzieję.
                Tak, czasami szypułki się przydają, ale jednak dyskomfort związany z tym, przewyższa pozytywne strony. A tak swoją drogą to ciekawe, po co ślimakowi takie oczy. Przecież nawet z szypułkami nie może zobaczyć co jest ponad trawą. Taki ślimak to jednak ma przerąbane.
                No i ten śluz. Mam go wszędzie. Czasami wydaje mi się, że płynie mi żyłach i tak naprawdę to nim nawet oddycham. Tak jakby każda komórka mojego ciała, oprócz właściwej sobie funkcji, miała tą dodatkową, wydzielanie śluzu.
                Następny dzień. Są. No dzięki Bogu, nie sunę na darmo.
                Najgorszy jednak w tym wszystkim jest seks ślimaków. No to jest jedna wielka... Nawet nie wiem jak to nazwać i nie chcę sobie tego wyobrażać. Hermafrodytyzm, to pomyłka przyrody. Żeby mieć dwa narządy płciowe i samemu sobie robić dzieci? To bije wszystko na głowę. Kiedy to sobie uświadomiłem a właściwie uświadomił mi to inny ślimak, to myślałem, że zejdę.
                Tak czy inaczej, ciągle nie mogę wymyślić, co miałbym zrobić jako dobry uczynek. A może bycie ślimakiem, to taka pokuta? Z tego co pamiętam, pokuta jest nawet bardziej punktowana. Tak, to musi być to...

                - Idziemy. Nic tu nie wymyślimy.
                - Może jeszcze chwilę? Siedzimy tu kilka dni, co za różnica, czy spędzimy tu jeszcze kilka?
                - Nie. Nie mogę już tu myśleć.
                - Jak chcesz. Chodźmy... Och ty, rozdeptałem ślimaka. Ślimak? Hm... rozdeptany ślimak na zboczu, może być?
                - Co ty masz z tą biologią? Najpierw jakieś żuki, mrówki a teraz ślimaki.
                - A masz coś lepszego?
                - No nie, nie mam. Ech, to może chociaż niech będzie chociaż krócej. Może ślimak na zboczu?

- Dobra, niech będzie. To możemy teraz wracać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz