Życie Romana. Sonet
Poszłam ja sobie raz na metra stację,
Myśląc o jeździe do mych wiejskich włości.
Bilet kupuję w kiosku oraz płacę,
A tam podróżna z małym kotem gości
Że jedzie, mówi, że nie może zabrać,
Kioskarka w krzyk – co Pani! Nie mogę!
Zostawić musi, odjeżdża, uciekać,
Kota porzuca oraz daje nogę.
Ja patrzę na to, uwierzyć mi trudno,
Kocię jest bowiem czarne jako kawa,
Oczy ma żółte – biorę, rzecz ciekawa.
Piska to małe, drapie, gryzie, wspina,
Krew tryska, w nogę mi się wpina,
Cóż mogę – kocham mego *******.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz