poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zabili go i uciekł (Jan)

Zabili go i uciekł, taki scenariusz ma być
Jaskrawy kapucynku, jeśli chcesz żyć
Powiedział gostek z pukawką w ręce
Kiedy siedziałem, właśnie w łazience
Spust miałem niezły, prawie tak duży
Tak w giwerze miał ten człowiek rudy
Mówi, wstawaj, bierz się za pisanie
I niech nie będzie to jakieś marne popierdywanie
Majtek nie wciągnąwszy rzuciłem się na krzesło
W tym samym czasie życie mi przed oczyma przeszło
Różowe dzieciństwo i groszkowożótłe panostwo
Cała marniutka egzystencyjka jak wąsate wujostwo
Maszyna do pisania gotowa już była
A papier i jego białość aż w oczy mnie biła
Może to jednak był gostek z giwerką
Bo poczułem też uderzenie i chęć spotkania z ER-ką
Siadłem niespokojnie na krzesła poduszkę
I zacząłem snuć historię, jak to widział pewien pan komuszkę
Jak mu się spodobała
I już niedługo potem bliżej mu być znana miała
Historia toczyła się szybko i porywiście
Jak hulające na wietrze liście
Była bijatyka, całowanie
Jazda samochodem, spacer powolny i masłem smarowanie
On i ona, ona komuszka, on nie w tę stronę
Ona chciała, on jej wianek traktował jak koronę
Opozycja jednak to nie bajka
A komuszki, chcieli dopaść grajka
Bo grał on na oboju bardzo wytrwale
Szczególnie w orkiestrze hutniczej Samochwale
Zasadzili się więc na niego, wykorzystując biedną komuszkę
I już szykowali dla niego mała blaszaną puszkę
Ale miłość silniejsza jest niż niejeden totalny ustrój
A z czasem usłyszy nawet lustruj
Komuszka wybrała libertarianizm, zabiła na niby
Gostka-oboja kiedy poszli to na grzyby
Komuszki stare odpuścili, a on żywy
Niczym bożek Pan i Dionizos ruchliwy
Uciekł z ekskomuszka na zachód daleki
Żeby nie ciągnęły się za nimi żadne ścieki
Tak to historia krótka i barwna się skończyła
A w mnie groza moja sytuacją znowu się obudziła
Gostek giwerkę cały czas przy mózgu mym miał
Jakby moją pikaweczkę zatrzymać chciał
Ale historia chyba mu się spodobała
Bo wtem mgła się znikąd pokazała
A on sposobem ninja znanym tylko
Zniknął zabierając mi ostatnie mleko milko
Stałem tak oniemiały na krześle siedząc
By odetchnąć po chwili i już niedługo jedząc
Udać się do łazienki, skąd wyrwać mnie miała

Wena moja, pod postacią gostka z giwerką objawiona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz