Nikt tak nie widzi twej cichej
świętości,
Rysów szlachetnych jak w ruskiej
ikonie,
Oczu w modlitwie, gdy wiara w nich
płonie,
Lecz nie masz ty dla mnie żadnej
miłości!
Ja co dzień omdlewam w twych słów
jasności,
W pokucie ból słuszny rozrywa
skronie,
Gdy nieposłuszne biegną w dół dłonie.
Czyż ziemskie czucie w tobie nie
zagości?
Tak męską masz skroń i rys twój
dojrzały,
Pierś twa szeroka i mięśnie stalowe,
W szrankach zajmujesz miejsce
honorowe.
Choć męskiś bardzo, to jednak
niecały,
I nasze spotkania po grób jałowe,
Bo gdy mój rośnie, twój zawsze mały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz