poniedziałek, 2 grudnia 2013

Atoli (Czarny)

Są w Warszawie takie miejsca gdzie wieczorami władzę przejmują zety, ery, iksy i esy. Końcówka alfabetu zamienia aleje KEN i Jana Pawła II, Trasę Toruńską w Ulice Sezamkowe samobójców i psychopatów. I nawet nie w ten sposób, że jedyne, co tam wtedy słychać to rrrrr rrrrrr rrrrr (grzanie silników - poniekąd, przede wszystkim – szpan) a następnie zzzzzzzzzzzzz, z niemal namacalnym efektem Dopplera. Chodzi o winyle, malowania, tłoczenia: RMX 1000 S, ZXR ZX-6R, XR XX 1100. Kawasaki, Suzuki, Honda. Nazwy pojazdów kosmicznych, które może nie kursują między planetami, ale osiągi mają i tak imponujące.

Suzuki GSX-R 750, model z 2005r.:
  • przyspieszenie 0-100 – 2.9 sek.
  • moc - 148 KM
  • prędkość max. – 290 km/h
  • moment obrotowy - 84 Nm (przy 10 000 obr/min)
  • masa sucha – 163 kg

Oczywiście w Warszawie nie da się w pełni wykorzystać możliwości takich motorów – ruch, światła, piesi. Ale zawsze można urozmaicić trochę jazdę. Popisowy trick faceta, który w rzeczywistości nie ma na imię Marcin, ale tak będzie się tu o nim pisać to „jastrząb”. Przy 50-tce Marcin blokuje gaz i puszcza kierownicę. Przesuwa się w tył siedzenia a dłońmi opiera się o przednią część karoserii. Najpierw staje nogami na samym końcu swojej Yamahy YZF-R1 a potem podnosi je (swoje nogi) w górę i jedzie tak przez kilkanaście sekund. Marcin nie myśli o sobie jako o samobójcy ani psychopacie. Nie myślą tak o nim również ludzie, z którymi wyjeżdża na Puławską raz lub dwa razy w miesiącu żeby się pościgać. Rozerwać to niezłe słowo.

Zadanie:
Motocykl jadący z prędkością 190 km/h zderza się z autokarem wiozącym turystów do Rzymu/Częstochowy/Torunia. Typ dosiadający motocykla waży 80 kg. Wynika stąd, że typ wysadzony z siodła w momencie wypadku uderzy w bus z siłą F=(V^2)*m równą 222839.50 N. Obliczyć na ile części rozsypie się typ.

Oczywiście tego typu wypadki są niezwykle rzadkie. Statystycznie rzecz biorąc na terenach zabudowanych najczęściej dochodzi do zderzenia z samochodem osobowym (Ok. 50% „stłuczek”) Następne w kolejności są potrącenia pieszego. Potrącenie nie jest tu dobrym słowem: pieszy z reguły ginie na miejscu. Motocyklista, jeśli może się ruszać, zwykle ucieka. To dlatego, że nie chroni go przed potrącanym szyba, maska i, generalnie rzecz biorąc, dystans samochodu. Nieczęsto zdarza się, żeby kierowca pojazdu osobowego po wypadku miał na sobie krew pieszego. Na motorze jest tak prawie zawsze.
                Z Andrzejem, który oczywiście Andrzejem nie jest, było inaczej. Ani nie trafił w autokar, ani w pieszego. Andrzej trafił w uskok. Uskok jest szczytem polskiej myśli konstrukcyjnej. To miejsce gdzie stara, pokoleinowana jezdnia łączy się ze świeżą łatą. Uskok może mieć nawet kilka centymetrów wysokości. Taki mały krawężnik na środku drogi. W normalnych warunkach jest zupełnie nieszkodliwy. Ot jeszcze jeden wybój na trasie. Nagła próba zmiany pasa przy prędkości około 160km/h to warunki dalekie od normalnych. Andrzej zmieniał pas przy tej prędkości żeby zajechać drogę Siwemu. Siwy to na tyle popularna ksywa, że można pozostawić ją niezmienioną. Siwemu nic się nie stało, bo w porę wyhamował. Andrzej wyleciał z uskoku i zawinął się wokół latarni.
                Motocykliści urządzający zawody w alei KEN wymyślili sposób, jak ustrzec się przed najgorszym. Przed wyścigiem przywiązują szyję do kierownicy żyłką do łowienia ryb morskich. Luźno – tak, żeby swobodnie ruszać głową. Za to w razie wypadku szansa na kalectwo spada niemal do zera. Na swoje nieszczęście Andrzej nie ścigał się aleją tylko na Trasie Toruńskiej.
                Ma obecnie ksywę Atoli (i znów nie jest to jego prawdziwy pseudonim, ten rzeczywisty jest wystarczająco niecodzienny żeby go zmienić). Nazywali go tak ludzie, z którymi wybierał się na Trasę do czasu, gdy rodzina dowiedziała się, że nie są znajomymi Andrzeja ze studiów. Ksywa jest efektem tego, w jaki sposób mózg przechowuje informacje o języku.

Przykład: Osoba X zapomniała słowa „ekspresywny”. Przychodzą jej na myśl synonim (np. wyrazisty) lub słowa o podobnym brzmieniu (ekspresyjny, ekspansywny).
Spostrzeżenie: są to te zawsze te same części mowy - w tym przypadku przymiotniki.
Wniosek: mózg porządkuje słowa kategoriami.

Kawałek metalu, z barierki, latarni lub motoru – tego nie wiadomo, przedarł się przez strzaskany kask Andrzeja i utkwił mu w czaszce, odcinając pewne esencjonalne połączenia neuronowe. W związku z tym Andrzej może posługiwać się tylko spójnikami. Dzięki ludziom takim, jak Andrzej wiadomo gdzie w mózgu przechowywane są informacje o spójnikach. Z początku miał dość ograniczony repertuar:
-I lub lub albo i? I?
Z czasem, gdy jego mózg starał się zmusić odizolowaną część do przejęcia funkcji pozostałych, ilość spójników powoli rosła.
-Aczkolwiek i atoli jednakowoż!
Królestwo i pół księżniczki dla tego, kto poda Andrzejowi to, o co prosi. Bo oczywiście kawałek metalu w płacie czołowym to nie jest jego jedyny problem po wypadku.
                Andrzej, z całym swoim tragizmem, z wózkiem inwalidzkim i paraliżem od pasa w dół, z zupełnym brakiem komunikatywności nie jest w stanie przekonać nikogo, że ściganie się po Warszawie to jak najgorszy pomysł. Kala (którego pod tą ksywą zna tylko kilka osób z ekipy, z którą wyjeżdża na miasto) nie znał Andrzeja. Ale na pewno znał kogoś po wypadku. Krótka statystyka:

W firmach kurierskich działających na terenie stolicy i używających jednośladów (głównie rowerów i skuterów) co miesiąc ginie jeden goniec.

Kala ma trójkę dzieci. Pracuje w sporej firmie konsultingowej. Zarabia kilkudziesięciokrotną wielokrotność średniej krajowej. Na pytanie, czemu jeździ po Warszawie z prędkością 170km/h odpowiada:
- To nałóg. Nie do zrozumienia dla ludzi, którzy nigdy go nie spróbowali.
I:
-Wódka to przy tym soczek.
Pewnie nie brzmi to zbyt przekonywująco. Ale i nie musi.

Kiedy zakłada się kask, świat nagle zostaje zredukowany. Nie ma już nieba. Nie ma też właściwie ziemi. Krajobraz po lewej i po prawej zostaje ucięty. Rzeczywistość ciemnieje. Pozostaje tylko droga na wprost. To nie jest tak, jak chciał tego Denis Hopper. To  nie jest wolność. To jest najdalej od wolności jak się da. Konieczność? Myślę, że to miał na myśli Kala.















Cały ten tekst jest kłamstwem. Nie ma nikogo takiego jak Kala, Atoli czy Marcin. Nikt nie ściga się po Warszawie. Nikt nie przywiązuje się do kierownicy żyłką. Nie ma uskoków i nie ma tych wszystkich modeli motorów. To są wszystko wytwory mojej wyobraźni i istniały tylko w mojej głowie. Skoro czytasz te słowa to teraz istnieją pewnie także w Twojej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz