poniedziałek, 2 grudnia 2013

opowiadanie grozy (Lyra)

BRAKUJĄCE GAŁKI

Melisa otuliła ramiona błękitnym blezerkiem. Luke brawurowo ścinał zakręty, Lucinda i Chris chichotali na każdym wyrtepie. Dziś rano byli jeszcze w Chicago i nic nie zapowiadało wycieczki za miasto, gdy do kawiarni, gdzie pili poranne cappucino, wpadł Chris i oznajmił, że dostał właśnie klucze do domku nad jeziorem od swojego brata.
Droga była teraz węższa i Luke musiał nieco zwolnić. Melisa zaczerpnęła powietrza w płuca i uśmiechnęła się do siebie. Już mogła wyobrazić sobie chłodny poranek, gdy wyjdzie na ganek z kubkiem gorącej kawy i w kompletnej ciszy będzie podziwiać panoramę ze wschodzącym słońcem. Lucinda zaśmiała się perliście, gdy im oczom ukazała się mała drewniana chatka. Była w nieco gorszym stanie niż się spodziewali, ale przecież mają tu spędzić tylko dwie noce.

Po kolacji otworzyli kolejną butelkę wina, z lasu, co jakiś czas, dochodziły ich uszu odgłosy leśnych zwierząt. Chris w końcu podważył wieko starej skrzyni i z triumfem wyciągnął dubeltówkę. Melisa, o najbardziej romantycznym i melancholijnym uspobieniu, przysunęła się do kufra i zaczęła przeglądać resztę skarbów. Śmiejąc się radośnie, wyszarpała spod ciężkich pułapek myśliwskich opasły tom. Ze swym znaleziskiem usiadła obok Luke’a, który od razu oplótł ją opiekuńczym i umięśnionym ramieniem.

- Księga czarówZła... – Melisa zawahała się, czy powinna dalej czytać.
- Ach, kochanie, nie ma się czego bać – Lucinda opróżniła swój kieliszek i podsunęła go Chrisowi po dolewkę.
- Och, masz rację – dziewczyna uśmiechnęła się zakłopotana, przerzuciła kartkę – O! tu coś jest:
nieostrożny wędrowcze co te słowa czytasz
już nikogo więcej o drogę nie zapytasz
Zło największe wkrótce przyjdzie
bez twej głowy już nie wyjdzie
krwi upuści nie dla zdrowia
zaśnie na wsze wieki twoja głowa...
- Och! – Melisa wypuściła książkę i zaczęła drżeć na całym ciele. Luke uśmiechnął się pobłażliwie.
- Nie czytajmy już tych bzdur, lepiej może posłuchamy muzyki?
W tym momencie usłyszeli pukanie do drzwi. Melisa krzyknęła i zaczęła płakać. Lucinda przytuliła przyjaciółkę, żeby ją uspokoić. Chris wziął wiatrówkę i ruszył do drzwi.
Na ganku stał mężczyzna.
- Widziałem światło i pomyślałem, że może mi pomożecie... Złapałem gumę, a nie mam zapasowego koła. Może mógłbym skorzystać z waszego telefonu?
Luke zaprosił go do środka i zaprowadził do salonu.
Mężczyzna spojrzał na dziewczęta i złowrogo się uśmiechnął:
- To ty mnie wezwałaś – wskazał palcem na jeszcze roztrzęsioną Melisę. W tym momencie jego skóra zaczęła się przeobrażać: na wierzch wystąpiły ropiejące wrzody, oczy zaszły czerwoną mgłą, z ust zaczęły wydobywać się zielone opary. Monstrum postąpiło do przodu i splunęło na sparaliżowaną ze strachu dziewczynę.
Luke najszybciej się ocknął: porwł pogrzebacz i wbił jego ostry koniec w głowę potwora. Rozległ się złowrogi pomruk i z bulgotem i syczeniem mózg zaczął wylewać się na ziemię. Lucinda zaczęła krzyczeć, poderwała się i wybiegła z domu prosto w las. Zombie, choć bez kawałka czaszki, niezgrabnie, ale bardzo szybko ruszyło za nią.
Lucinda przedzierała się przez niskie gałęzie i krzyczała. Zdążyła już porwać całe ubranie, na policzku miała głęboką szramę, jednak nie zatrzymywała się, bo wciąż słyszała odgłos pogoni za sobą. Poczuła lepką dłoń na swojej kostce i runęła prosto w kłujące trawy. Potwór pochylił się nad nią i splunął prosto w jej rozwarte z przerażenia usta...

Melisa leżała nieprzytomna na kanapie, Luke zmieniał jej okład na głowie. Biedaczka, zemdlała ze strach i uderzyła głową w kant stołu. Chris niespokojnie, ze strzelbą gotową do strzału, wyglądał na ganek.
Nagle w oddali ujrzał smukłą sylwetkę Lucindy. Z okrzykiem radości odrzucił broń i biegiem do niej ruszył. Gdy był oddalony zaledwie o metr, zorientował się, że coś jest nie tak. Zatrzymał się i spojrzał uważnie na swoją narzeczoną. W jej twarzy brakowało gałek ocznych, a z sutków jej piersi sączyła się zielona maź. Krzyknął rozpaczliwie, a jednak nie mógł się zdecydować, żeby uciec:
- Lucindo, to ja... Lucindo, co ci się stało?
Zombie wydało nieartykułowany dźwięk i schwyciło chłopaka za włosy. Odmieniona Lucinda podniosła go do góry i zaczęła kręcić się wkoło. Nie krzyczał zbyt długo, gdyż po trzech obrotach korpus oderwał się od szyi.

Ten przeraźliwy odgłos doszedł do uszu Luke’a. Poderwał się i pobiegł zabarykadować drzwi, aby móc lepiej bronić siebie i swej ukochanej. Z ulgą zasunął ciężki rygiel. Wszedł do salonu i zobaczył, że Lucinda stoi przy oknie. W ręce trzymała pogrzebacz i miała puste oczy.
- Musisz do nas dołączyć, kochanie... Zobaczysz jaki będziesz szczęśliwy – zaskrzeczała i rzuciła się na niego. Luke w ostatniej chwili złapał broń i wystrzelił jej prosto w głowę. Łzy napłynęły mu do oczu, gdy zdekapitowane ciało upadło na deski podłogi. Uklęknął i mocno przytulił szybko zmieniający się i lepki korpus. Nagle poczuł rękę zaciskającą się na jego tchawicy. Nie mógł nawet krzyknąć. Druga ręka wbiła się w jego trzewia wyrwała jelita, po czym sprawnie zostały owinięte wokół jego szyi. Gdy padał bezwładnie na ziemię, jego twarz nadal wyrażała pełne niedowierzanie.

Ociekająca zielonym śluzem postać usiadła na ganku i skierowała szczątki głowy z jednym okiem w stronę wschodzącego słońca. Zapowiadał się piękny dzień, może wieczorem wybiorą się do pobliskiej wioski, żeby poszukać kolejnych ofiar? Usłyszała skrzypienie drzwi i z chaty wyszedł zombie pokryty krwią i wrzodami, usiadł obok niej i mocno ją przytulił do poszarpanych mięśni swego ramienia.


THE END

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz