- Ślimak, ślimak, pokaż rogi,
dam ci sera na pierogi.
Och jak dziś gorąco. Chcę do
mamusi. Mówiła, że schodzi z liścia tylko na chwilę, gdzie jest mamusia?
Żeby tylko znowu mnie nie
wzięli. Oczki pieką mnie od ich śmierdzącej powierzchni, jak ja teraz zejdę z
tej polany? I do tego ten upał. Poczekam tu, może mamusia przyjdzie? Jak są
gładkociały to nie będzie suchaków. Może mnie tu już nie ruszą? Mamusiu…
Mówiłaś, że gładkociały nas nie
zjedzą, że trzeba tylko się zwinąć i przeczekać, a ten mnie, patykiem chyba,
albo pazurem, po brzuszku podrapał. Czemu tak robił? Czemu chciał mnie ze
skorupki wyjąć? To nie suchak. Jak piecze. Nie przejdę tak polany nawet jak nie
trzeba się przed suchakami chować, mamo gdzie jesteś? Gdzie poszłaś mamusiu?
- Ty, a może znajdziemy
drugiego i zobaczymy jak się ścigają po stole?
- Głupi jesteś. Gdzie ci się
ślimak będzie ścigał?
- No to wrzucimy go Marcie za
kołnierz.
- Daj spokój, tylko się
poskarży a nawet piszczenie będzie. Wrzućmy go do ogniska, podobno fajnie
strzelają.
Może już wyjdę? Chyba jestem
na ziemi. Wszystko się trzęsie jak się poruszają. Boję się mamusiu. Dobrze idę
piecze ale pójdę. Polana zawsze prowadzi do lasu, tylko iść prosto, tak mówiła
mamusia.
Ojejej! Znowu mnie podnoszą
czego oni chcą? Znowu piecze, chowam się, żeby tylko nie chcieli mnie znowu
drapać. Boję się mamusiu!
- To mój ślimak! Zostaw go!
Jak nie będą się ścigać to go wyrzucę!
- To ja go wyrzucę tylko w
ognisko.
- Głupek oddawaj go bo powiem
mamie!
- Skarżypyta, patrz co zrobię
z twoim ślimakiem!
Oj! Dobrze, że mi skorupka
nie pękła od tego upadku. Może teraz sobie pójdę. Poznaje to miejsce to
niedaleko od skraju polany. Wrócę zanim mama zauważy że mnie nie ma.
Ach!
Jak boli! Mój pancerzyk! Cały
w kawałkach. Musiał na mnie nadepnąć przez przypadek. Zimno mi mamusiu i jak
boli. Teraz na pewno nie wrócę pod łopian. Och może jednak, to niedaleko, tylko
tak boli. Mamusia by wiedziała co zrobić, mamusiu!
- Ty idioto! Pocoś to zrobił?
- He he he he !
- Pokarzę ci w domu!
- Chłopcy! Szybko! Zbieramy
się już!
- Już zaraz!
- Zostaw to idziemy.
Ojej, nie mogę. Już tu
zostanę w tej trawie. Mamusiu! Przepraszam, że sobie poszłam. Wiem że podeszłam
za blisko pola, ale tam był taki soczysty łopian, a ty miałaś pujść na drugi
liść tylko na chwilę. Mamusiu? Gdzie jesteś?
Och znowu! Czego oni ode mnie
chcą?
- Łukasz! Co ty tam jeszcze
roisz?
- Nic mamo, już idę.
Może się jeszcze skleisz jak poleżysz w
krzakach? Uciekaj ślimaku.
Jak boli. Chyba mi odpadła
część skorupki. Co teraz co ja zrobię bez skorupki? Mamusiu czemu oni mną wciąż
rzucają? Zaraz jestem na łopianie. To skraj polany!
Mamusiu? Gdzie jesteś? To
gdzieś tutaj było. Och jest mamusia! Mamusiu! Tu jestem! Tu na łopianie!
Mamusiu!
- No już. Gotowi? No to
jedziemy. Dosyć tego piknikowania. Macie chyba lekcje do odrobienia na jutro?
- Oj mamo…
- Marcin! Gdzie ty jeszcze?
Jedziemy już słyszysz?
- Ja tylko, zapomniałem
czegoś z pod wiaty.
Och! Nie mogę. Mamusiu zobacz
mnie proszę tu jestem! Mamusiu jak boli bardzo. Co teraz ze mną będzie bez
skorupki? Nie mogę się zwinąć, jak boli.
Ojej. Znowu mnie wzięli. Jak
piecze. Czemu oni mnie tak męczą? Przecież nie jedzą nas. Dlaczego tak robią
mamusiu…
- Masz głupia glizdo.
- Marcin bo się pogniewam!
Wracaj natychmiast bo pojedziemy bez ciebie!
- Mamo! Marcin wrzucił mojego
ślimaka do ogniska!
- Marcin! Czy to prawda?
- …
- Pytam się ciebie!
- I tak był zdeptany, nawet
nie trzasnął w ogniu, a poza tym to Łukasz...
- Tyle razy ci mówiłam żebyś
nie dotykał takich świństw!
- …
- Masz niczego nie dotykać w
samochodzie. Jedziemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz