(BALLADA BOHATERKI)
O nienawiści do poranków, bohaterce rozpustnej i psie, który tak naprawdę był suką
Posłuchaj niewierny kochanku
Co nienawidzisz poranku
Opowiem Ci historię niezbyt ciekawą
Z bohaterką dosyć już niemrawą
Ona też nienawidziła poranków
Chociaż wiedziała dlaczego, mój baranku
Mężczyzną będąc jeszcze, co niemiara
Justynian imię nosiła i Bogu chwałę oddawała
W klasztorze ciemnym żyła
I miłości do 25 roku życia nie doświadczyła
Wtedy też szatan do niej zawitał w nocy
I świat rozkoszy i zepsucia postawił przed oczy
Z myślą zdobywania i kochania jeszcze tego wieczoru
Wypadła Justyniana (później)jak z ognia z klasztoru
Ile defloracji przeprowadziła do feralnego końca
Więcej było niż w jasny dzień promieni Słońca
Skończyło się wszystko bardzo boleśnie
I trzeba dodać, że dosyć obleśnie
Podczas, którejś z przygód miłosnych
Zapewne bardzo dla Justyniany radosnych
Kiedy uciekać jej przyszło porankiem przed mężem kochanki
Z psem naga musiał stanąć w szranki
Pies-suka ugryźć ją bardzo chciała
Tylko w co wcelować nie za bardzo wiedziała
Wybrała nieszczęśliwie bardzo dla bohaterki
Odgryzając coś co jej przypominało smaczne serdelki
Tak rozpustę po łacinie Justyniana straciła
I od tej chwili kobietą się zrobiła
Ku przestrodze opowiadam Ci to kochanku
Byś nie biegał nagi o poranku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz