Mdła biel, tak delikatny jasnej stali
płynny
Smyczka ruch w poprzek ciepła
opuszków;
Pisk strun, gdy dociera do kości
koniuszków
Drżących. Dotyk tępego zwierciadła
zimny.
Dźwięki, od betonu odbite, w kamieniu
i rdzy
Skryte, kiełkują, rosną szarą płachtą
pleśni.
Żołądek, przepona, trzustka, parę
gładkich mięśni
Skurczyć się, wilgotnych palców ścisk
paniczny
Tlen parzy mrozem, na oścież skrzela
otwarte,
Wargi wilgotne i słone, oczy
czerwienią kwitnące.
Świt gorzki chłonące, obrazy ich
piękna niewarte,
Fasady rozkładu, skorupy wypalone i martwe.
Popioły i gruzy tam skryte otchłanie
pustką ziejące
Głębiej sięgają, nawet niż ostrze
gładkie i twarde.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz