Wstąpiłam będąc
obok do pewnego domu,
Mózg mętli mi się
żwawo, uderza do skroni
Tętno rażone siłą
tajnych woni
Aż świerzbi język
giętki, by nawsadzać komu.
Przez próg
przechodzę jednak krokiem niezbyt chętnym,
I już tracę wzrokową, drogą mi kontrolę
Gdy tymczasem
spostrzegam uprawianą rolę
Zgniłych
szczątków, syf-brudu w sosie bardzo mętnym.
Jak nie trząśnie
mną oburzenie święte
Żeby gościa
zacnego tak silno znieważać
Obracam się
zaczem, wychodzę na pięcie
A po wyjściu, gdy
powietrzem oddycham swobodnie
Myśl ogarnąć się
stara przeżyte koszmary
Lecz w konkluzji, jak zwykle rodzi bełkot szary
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz