Manna z Nieba
„Manna z nieba”, mowił Mi,
„Manna z nieba. Wiary nie dacie, ale tak właśnie było.” I opowiedział nam
kolejny raz historię z jednego z milknących życiem dni. Przeżył właśnie ponowne
wyrwanie i kiedy oszołomiony dochodził do siebie coś białego pojawiło się przed
nim. Zjadł więcej niż kiedykolwiek przedtem naraz i im więcej jadł, tym więcej
się pojawiało. Podstawione jak na tacy przed otwór chłonny. I teraz opowiada o mannie
z nieba. Więcej tego nie doświadczył, ale tamto miejsce stało się Mekką.
Był u nas taki jeden. Zi.
Mały, trochę dziwy. Wyrwania znał tylko z opowiadań, atoli wielce go kręciły.
Pytał wszystkich jak to jest, chcial sam doświadczyć. Poszedł pewnego razu do
Mekki ze swoim bratem. Odczekali na milknący życiem dzień, wystawili głupie
głowy i nic. Ani wyrwania, ani manny. W swej niecierpliwości byli jednakże
bardzo wytrwali. Przeżyli dwie pory deszczowe, uciekli wielkim ssaczom –
zaczęli swoiście żyć w Mekce. I przestali odliczać kolejne wstające życiem dni.
Któregoś razu natknąłem się na tego brata przy czerwonym poidle. Kiepsko
wyglądał, niechętnie rozmawiał. Dowiedziałem się jednak, że Zi został koniec
końców wyrwany, ale nim on – brat – zdołał go odnaleść, Zi był już martwy.
Wprasowany w ziemię wręcz.
Ja do wyrwań mam ambiwalentny
stosunek. Przeżyłem (to chyba warte podkreślenia) dwa. Mówią, że może to się
zdarzyć wszędzie, ale są rejony, które jakoby przywołują je częściej. Głównie
miejsca istotne, gdzie zgodnie z nazwą panuje duży ruch i te wszystkie dziwne
istoty pojawiają się niewiadomo skąd, a także granice czarnych wstąg. Miejsca
niebezpieczne w rzeczy samej.
Jak to jest? Tracisz w pewnym
momencie wszystko, co znane i swojskie. Orientację, odczucia, wrażenia. Jakbyś
nie był tam, nie był na ziemi przez chwilę. Czasem zimny prąd powietrza
przechodzi cię przez całą długość podeszwy. Głowę już tylko instynktownie
(chwała instynktom) chowasz w którymś momencie. A potem się budzisz wielce
oszołomiony trochę gdzie indziej, niż byłeś. Najczęściej niedaleko, tylko na
przykład w oddaleniu od czarnej wstęgi, lub po przeciwnej jej stronie. Rzadziej
daleko. Najrzadziej ginie po tobie jakikolwiek ślad. Jakbyś po prostu zniknął.
Niektórzy rozpatrują to jako
bardzo mistyczne przeżycie. Inni mówią, że można od tego oszaleć. Inni (ci,
ktorzy znajdują to bardzo euforycznym i ekscytującym) popadają w swoiste
uzależnienie, żądzę poszukiwania wrażeń i najczęściej giną młodo.
Niedawno, kilka wstających
życiem dni temu, znalazłem coś intrygującego. Zawołałem Mi, który zjawił się
spiesznie. Długo patrzył, zjadł kawałek i schowal glowę na jeszcze dłużej. A
potem powiedział coś wstrząsającego: „Manna.. Nie z nieba i nieświeża.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz