poniedziałek, 2 grudnia 2013

opowiadanie grozy (Czarny)

Horror-fucking story


Przychodzę do domu o dziewiątej trzydzieści; wykończony. Marzę tylko o tym, żeby się umyć i iść spać. Aśka rozumie. Po wyjściu spod prysznica na stole w kuchni znajduję kilka kanapek i herbatę. Z dużego pokoju słyszę przyciszony szum telewizora. Miś musi już spać. Biorę jedzenie i przenoszę się na kanapę. Siadam obok Asi. Chyba zamieniam z nią kilka zdań. W telewizji leci jakiś film. Policjant próbuje rozbić japońską mafię narkotykową. Infiltruje triadę. Pnie się coraz wyżej w hierarchii. Jednocześnie jeden z policjantów jest w rzeczywistości przestępcą na zleceniu jakuzy. Musi w przeciągu tygodnia odszukać policyjną wtyczkę. Policjantowi udającemu przestępcę udaje się niepostrzeżenie przemycić do centrali informacje o planowanej transakcji. Przestępca udający policjanta przejmuje wiadomość…
Tracę wątek… Całuję Asię i idę do sypialni. Zasypiam natychmiast.
Budzę się.
Widzę jej twarz tuż nad sobą. Jej oczy są coraz bliżej i bliżej i… Całujemy się. Zamykam oczy. To uczucie, że umysł przelewa się, płynie w tył głowy. Uffff. Jedną ręką opiera się o mnie, drugą stara się zsunąć moje spodnie od piżamy. Liże mój obojczyk. Delikatnie zdejmuję ją z siebie. Jestem za bardzo zmęczony. Chyba rozumie. Odpływam.
Budzę się.
W poświacie miasta, przez przymknięte powieki widzę zarys jej twarzy i biustu. Nie porusza się. Nie oddycha. Jest martwa i pewnie zimna. Zamykam oczy. Zasypiam.
Budzę się.
Szarzeje.
Aśki nie ma przy mnie. Pewnie Michaś się obudził. Poszła go utulić. Odwracam się, ale nie mogę znów zasnąć. Czuję się nieswojo. To coś z mojego snu.
Powinna już wrócić. Przecież nie słyszę żeby płakał.
Wstaję.
Wychodzę z sypialni. Przechodzę przez korytarz. Staję w pół kroku. Usłyszałem dźwięk z dziecięcego. Szurnięcie. Szmer. Podchodzę do drzwi. Przez matową szybę widzę ją pochyloną nad łóżeczkiem. Stoję.
Nie ruszam się.
Czuję się idiotycznie.
- Asia?
Wyprostowała się natychmiast.
Głupio, głupio, głupio.
Głos mnie zawiódł. Wyszedł z tego ledwie szept. I do tego pytanie. Czemu pytanie?
Głupio.
Odezwij się.
Rusz się.
Nic.
Stoi bez ruchu.
Ręka na klamce zobowiązuje. Naciskam. Otwieram drzwi.
W pół ruchu ona zmienia pozycję. Wygina się i zastyga. Przeklinam ją w duszy i kończę mój ruch.
Ani drgnie.
Stoi oparta o łóżeczko. Biodra wypchnięte do przodu. Włosy zakrywają twarz. Ręce czarne do łokci. Czarne smugi na jasnej, jedwabnej koszuli nocnej.
Stoję bez ruchu.
Chyba wstrzymuję oddech.
Ona, nadal wsparta o barierkę, przeciąga palcem po koszuli od piersi pomiędzy nogi. Zostawia czarny ślad. Tym samym palcem zadziera bok koszuli. Udo. Biodro. Brzuch. Podchodzi bardzo wolno. Kołysze lekko biodrami. Jedną ręką obejmuje mnie i gładzi od tyłu po szyi. Odsłoniętą nogę zaplata wokół moich. Podnosi wreszcie twarz.
Całą brodę ma umazaną we krwi. Oczy to tylko źrenice.
Uśmiecha się.
Pytam się, co też ona najlepszego narobiła.
Oblizuje wargi.
Odpowiada:

-Zjadłam go.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz