(BALLADA O WIERNEJ KOCHANCE)
Posłuchaj niewierny kochanku, co nienawidzisz poranków,
Zaśpiewam ci balladę, jak siła niszczy zdradę.
Jak więcej nie zobaczysz tej, o która nie baczysz.
Jak strząsnę twoje ramiona, odejdę niewzruszona.
Spojrzeniem zimnym moim zrównam cie z grobem twoim.
Oboje nienawidzimy, gdy nowy świt zoczymy.
Ciebie dręczy sumienie za cale moje cierpienie,
Oczu, w których łzy stoją, twoje oczy się boja.
Mnie, gdy kurtkę zakładasz i pod drzwi się zakradasz,
Gnębią twe przyjaciółki oraz ich dłoni przytułki.
Lecz noce twe policzone, a troski me ukrócone.
Chce budzić się już bez ciebie, by samowypełnić siebie.
Mam dość poduszek spłakanych i dni szaruga odzianych,
Dość ciałem febry trzęsącej pod gromem myśli pędzącej,
Koniec lekceważenia, pogardy, zapomnienia.
Wiec czekam godziny bladej – wyśpiewam ci te balladę!
Lecz! - toż już zmierzch nadchodzi. Me ciało dreszcz
przechodzi,
Znów zmysłów panowanie, gdy księżyc w oknie stanie.
Słyszę kroki twe tak znane, „Draniu!” szepcze
niekłamanie,
Posłuchaj niewierny kochanku, ja... powiem ci o poranku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz