To był zły rok na Polanie: w
pożarze straciliśmy ponad połowę mieszkańców, potem nadeszła susza i niewiele
zdołaliśmy zgromadzić zapasów na nadchodzącą zimę... A na koniec nastały mrozy
i było jeszcze gorzej niż przewidywaliśmy.
Ja miałem dużo szczęścia:
żyję samotnie, na skraju naszej osady. Teraz obserwuję z daleka jak powoli
wszyscy sie budzą. Za kilka dni, być może, przyjdzie ktoś by sprawdzić czy
żyję. Będzie rozmawiać ze mną jak z dzieckiem, bo prawie wszyscy sądzą, że
myślę wolniej niż inni. To nie jest prawdą, po prostu lubię przemyśleć to, co
słyszę. Dlatego będą długo milczeć, wymyślając słowa mniej poważne niż
„śmierć”, by choć trochę, dla przyzwoitości, opowiedzieć mi, jak ciężka była
zima. Ja wiem jaka była, ale, również dla przyzwoitości, udam zdziwienie i nic
nie powiem. Tak zawsze było lepiej.
---
Wczoraj przyszedł mnie
odwiedzić Pająk. Jest kimś w rodzaju króla i ma osiem nóg. Za tydzień Tekla,
jego córka, wychodzi za mąż: będzie wielkie święto, z pokazami robaczków
świętojańskich i muzyką pasikoników. Ja mam opowiedzieć jakąś historię (bo znam
ich mnóstwo). Rzecz jasna zgodziłem się. To będzie przyjemna odmiana. Za dwa
dni wyruszę, żeby na pewno być na czas. W końcu mam prawie całą Polanę do
pokonania. Czasami chciałbym mieć chociaż o jedną nogę więcej...
---
Przez całą drogę układałem
historię. Wpierw nie mogłem się zdecydować na temat, a to ważne. Nie pasowały
do tego opowieści o ataku ptaków sprzed paru wiosen, ani wizyta dwunożnych...
Migracja królików też, bo to raczej odpowiednie na coroczne spotkania Rady, a
nie ślub królewny. To powinno być coś romantycznego... Może jak szukaliśmy
narzeczonego dla Anny, naszej modliszki?... Tak, to będzie odpowiednie.
---
To był piękny ślub. Przejdzie
do historii, a gdy Anna ponownie znajdzie kandydata na męża, opowiem na
przyjęciu historię ślubu Tekli. Symetria w ten sposób zostanie zachowana...
Kiedy ruszałem w drogę powrotną, wszyscy nadal się wesoło bawili. Pożegnałem
się tylko z Pająkiem. Obiecał odwiedzić mnie, gdy zacznie się pora sucha. Lubię
te nasze spotkania. Gramy w warcaby i wspominamy stare czasy.
---
Pająk nigdy nie przyszedł. Z
oddali patrzyłem na dym przesłaniający niebo. Być może, gdy wszystko się
uspokoi, ktoś przyjdzie i opowie, jak straszny był to pożar i jak wielu
zginęło. Tym razem nie udam zdziwienia: zwyczajnie nic nie
powiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz