O materii świata
OSOBY DIALOGU:
Skrytest
Fedoniksus
Bujdystes
Bujdystes: Skryteście,
wszędzieśmy cię szukali.
Skrytest: Oto i znaleźliście.
Jaka pilna sprawa was do mnie przygnała?
Bujdystes: Spacerując dzisiaj
po mieście natknąłem się na Fedoniksusa. Od razu też wdaliśmy się w dysputę na
temat materii wszechświata. Próbowałem mu wytłumaczyć, co naprawdę kryje się za
tą kurtyną, jaką są rzeczy nas otaczające, ale wydaje mi się, że albo on jest
wyjątkowo opornym uczniem, albo ja nie potrafię mu przekazać wiedzy, którą się
za mną podzieliłeś zawżdy. Dlatego postanowiliśmy cię czem prędzej odnaleźć i
poprosić o wyłożenie tej sprawy raz jeszcze.
Skrytest: Czy tak wygląda
sprawa, Fedoniksusie?
Fedoniksus: Tak, nauczycielu.
Skrytest: Zatem usiądźmy i
spróbujmy odkryć jądro prawdy, które drzemie w nas wszystkich.
Fedoniksus: Och, Skryteście,
czy masz na myśli anamnezę, o której tyle opowiadał Sokrates?
Skrytest: Oczywiście, że nie.
Sokrates był może i człowiekiem poczciwym, ale niezbyt wiele wiedział o istocie
rzeczy, a wszelkie jego teoryje go dotyczące były li tylko sztuczkami słownymi
i hochsztaplerstwem.
Bujdystes: Nie mówmy już o
tym naiwnym starcu! Nauczycielu, przejdźmy czym prędzej do naszych rozważań,
aby jak najszybciej otworzyć oczy siedzącemu tu z nami Fedoniksusowi.
Skrytest: Zróbmy zatem i tak.
Skrytest: Jak Fedoniksusie
nazwałbyś to wszystko, co nas otacza?
Fedoniksus: Świat,
nauczycielu.
Skrytest: A gdybyś miał
bardziej szczegółową uczynić swoją odpowiedź, to jak by ona brzmiała?
Fedoniksus: Rzeczy. Rzeczy
żywe i martwe.
Skrytest: Bardzo dobrze... A
co to znaczy „rzecz”?
Fedoniksus: „Rzecz” to nazwa
ogólna na określenie... Wszystkiego?
Skrytest: A jakie znasz
jeszcze inne nazwy ogólne?
Fedoniksus: Nie bardzo wiem
do czego zmierzasz, nauczycielu.
Skrytest: Bądź cierpliwy i
odpowiedz wpierw na pytanie, a wkrótce wszystko stanie się jasne.
Bujdystes: Szczęście,
mistrzu, na przykład szczęście!
Skrytest: Brawo Bujdystesie!
A czy jakiś przedmiot, na który możesz wskazać i nazwać go szczęściem?
Fedoniksus: Mogę wskazać
tamtą kobietę z dzieckiem na ręku i powiedzieć, że to jest właśnie szczęście.
Skrytest: Ale czy nie
popełniasz wtedy jednak błędu? Bo obiekt, który wskazujesz, jest jednak tak
naprawdę kobietą i dzieckiem, a nie szczęściem.
Fedoniksus: Do czego więc
zmierzasz Skryteście?
Skrytest: Że tak jak nie
istnieje szczęście, tak samo i nie istnieje rzecz. Zatem tak naprawdę nie ma
nic dookoła nas.
Fedoniksus: Nie twierdzę Skryteście,
że nie przekonuje mnie twój wywód, ale gdyby tak założyć, że jednak nie, czy
istnieje inny sposób abyś mnie przekonał?
Skrytest: Doprawdy, godny
podziwu jest twój zapał. Jednak chyba cię nie zaskoczę, jeśli powiem, że nie
jest to jedyna droga, która może nas zaprowadzić ku prawdzie.
Fedoniksus: Słucham więc z
zapałem, nauczycielu.
Bujdystes: I ja, mistrzu.
Skrytest: Powróćmy do naszego
przykładu matki z dzieckiem. Wskazujemy na nie i mówimy: oto rzecz, czy nie
tak?
Fedoniksus: Oczywiście,
Skryteście.
Skrytest: Ale tak jak
wskazaliśmy na nie i powiedzieliśmy, że to rzecz, tak możemy powiedzieć, że
rzecz to nazwa ogólna, a konkretnie wskazujemy na kobietę i na dziecko.
Bujdystes: I w tym się nie
mylisz.
Skrytest: Po raz kolejny
możemy jednak stwierdzić, że nie jest to kobieta i dziecko, ale jest to tkanka
żywa i materiały, które je okrywają, czyż nie tak?
Fedoniksus: Mam wrażenie, że
wiem już o co ci chodzi, Skryteście! Czy mogę spróbować zakończyć za ciebie ten
wywód?
Skrytest: Z chęcią posłucham
twoich domysłów.
Fedoniksus: Mówimy tkanka
żywa i materiały, ale możemy powiedzieć, że to skóra, włosy, mięśnie, kości i
pojedyncze włókna. Jeśli jednak i tak uczynimy możemy zejść poziom niżej, i w
ten sposób kontynuować aż do końca, do najmniejszych drobin. Jednak co wtedy?
Skrytest: Bujdystesie, czy ty
się domyślasz?
Bujdystes: Do głowy mi
przyszło porównanie. Jeśli weźmiemy ziarno i położymy na żarnach i zaczniemy
rozdrabniać, już po kilku chwilach miast kilku większych ziaren, otrzymamy
znacznie więcej małych drobin. I gdybyśmy kontynuowali dalej naszą pracę, widzi
mi się, że ostatecznie nie zostałoby nic, co można by zobaczyć lub poczuć. Tak
samo i byłoby z kawałkiem pergaminu, który darty na mniejsze części, na końcu
zniknąłby zupełnie.
Skrytest: O tak! Właśnie o to
mi chodziło! Widzisz więc Fedoniksusie, że w ten sposób odkryliśmy kolejną
drogę, która dowodzi, że w rzeczywistości nic nie istnieje.
Skrytest: Istnieje jednak
jeszcze jeden dowód, który popiera nasz pogląd.
Fedoniksus: Nie trzymaj nas w
niepewności, mistrzu. Opowiedz nam go, proszę.
Skrytest: Jak myślicie, skąd
biorą się obrazy, które odbieramy naszymi oczami?
Bujdystes: Och, to proste
mistrzu. Mówiliśmy już nieraz o tym![i] Świat dookoła nas odciska wrażenia na naszych
gałkach ocznych, zaś obraz jest tego działania wynikiem. Efekt jest niemal taki
sam, jak po uderzeniu przez kogoś. Tyle że jeśli po uderzeniu odczuwamy ból,
tak po „uderzeniu świata” odczuwamy obrazy.
Skrytest: Cieszy mnie bardzo
fakt, Bujdystesie, że nasze wspólne rozważania nie odeszły w zapomnienie.
Bujdystes: Jakże by mogło się
tak stać, mistrzu?!
Skrytest: No dobrze, wróćmy
do naszego tematu. A teraz co się stanie, jeśli zamkniemy oczy?
Fedoniksus: Zobaczymy
ciemność.
Skrytest: Czy aby zobaczymy
ciemność, czy też nie zobaczymy nic?
Fedoniksus: Po głębszym
namyśle muszę stwierdzić, że raczej to drugie, czyli że nie zobaczymy nic.
Skrytest: Doskonale,
Fedoniksusie! A jeśli naciśniemy z zewnątrz powieki zamkniętych oczu, to co się
stanie?
Bujdystes: Pojawią się
kolory, mistrzu.
Skrytest: Właśnie tak. Co
byście teraz powiedzieli, gdybym wam wyjawił, że obrazy, które nam towarzyszą
podczas życia, to właśnie takie uderzenia, zaś pierwotnym stanem jest owa
ciemność, owo nic zamkniętych oczu?
Fedoniksus: Nie może być!
Skrytest: Tak jak już
wcześniej dowiedliśmy, nie istnieje nic, a na przykład owa kobieta trzymająca
dziecko to tylko pozór. Gdyby owa kobieta podeszła tu do nas i uszczypnęła cię,
Fedoniksusie, to odczułbyś ból, choć w rzeczywistości owej kobiety nie ma. Tak
samo oddziaływa ona na twoje oczy, że ją widzisz, choć w rzeczywistości nie ma
jej. Tak samo zresztą dzieje się, gdy palcami poruszymy nasze zamknięte
powieki. Palce ujrzymy wtedy tylko jako kolory, gdyż działanie ich będzie
osłabione przez cienką powierzchnię skóry. I dlatego możemy powiedzieć, że w
rzeczywistości nie ma nic.
Fedoniksus: Zaprawdę, teraz
mistrzu nie można nic zarzucić twojemu rozumowaniu. A teraz gdy to jeszcze w
tak jasny sposób wyłożyłeś, nie umiem nawet sobie wyobrazić jak mogłem sądzić
kiedyś, że rzeczy istotnie są w świecie dookoła nas.
Bujdystes: I ja tak sądzę,
nauczycielu.
Skrytest: Cieszy mnie to
wielce.
[i]Najprawdopodobniej mowa tu o dialogu „O
błędach powszechnych optyki”, w szczególności ks. VI-VIII (przypis
tłumacza)